piątek, 13 czerwca 2014

Orzeźwiająca sztuczka

Woda...woda...woda. Dla ochłody, dla zgaszenia pragnienia, dla odprężenia ... Odkąd nastały upały wciąż o niej myślimy i wciąż słyszę: Mamo wystawisz na balkon basen?:) Basen i owszem, w końcu wystawię (choć w tym wydaniu to więcej jest zamieszania i sprzątania niż faktycznego relaksu;) jednak póki co radzimy sobie orzeźwiającą zabawą w mniejszej formie. Wyciągam miski i miseczki, wrzucamy tam ludki i piłeczki ... jest frajda, piski i wszystko tonie... (o nieeee! ;))...
Ostatnio jednak wpadłam na pewien pomysł z tych 'kreatywnych' i połączyłam zabawę wodą ze sztuką ... a właściwie ze sztuczką - magiczną ;) W efekcie zabawa zrodziła malarskie mini owoce.
A oto geneza pomysłu:
Około półtora roku temu dziadek wziął Kinię na obchody święta wody :)Było tam atrakcji całe mnóstwo, jedna z nich jednak wyjątkowo ciekawa. A mianowicie - warsztaty malowania na wodzie. Fachowa nazwa techniki to Ebru.
Teoria...
Tradycyjna Turecka Sztuka naturalnego zdobienia papieru lub jedwabiu za pomocą farb pływających na powierzchni wody, które tworzą formy przypominające deseń marmuru. Najprawdopodobniej znana była już w VI wieku w Azji środkowej. Wykonywana w Japonii i Chinach. Upowszechniona na terenie Imperium Osmańskiego od XVI wieku. Najstarsze źródła dotyczące techniki Ebru sięgają X wieku. Wszystkie materiały oraz składniki Ebru tj. jedwab, kolorowe glinki czy rośliny używane w procesie tworzenia są w 100% naturalne. W dzisiejszej Turcji, Ebru zajmuje szczególne miejsce wśród innych dziedzin sztuki oraz uznawana jest za tzw. sztukę wysoką. Mimo upływu wieków i rozwoju techniki tradycyjna Sztuka Ebru pozostała niezmieniona do dziś.
Źródło tekstu tutaj
Kinia powróciła z wielkim marmurkowym dziełem pod pachą które to wisiało do niedawna na ściennej galerii. 
Zwykle tworząc staramy się wykorzystywać to co posiadamy w domu i pod ręką ... a że zagęstnika oraz specjalnych farb do Ebru nie miałyśmy - przeredagowałam sobie technikę na nasze warunki domowe.Zupełnie na opak, gdyż malowałyśmy na kartce pływającej po wodzie zamiast po wodzie oraz przy pomocy akwareli w niej rozpuszczalnych (a nie jak głosi zasada - farbami nie rozpuszczalnymi w wodzie). Zabawa była jednak przednia, gdyż w magiczny i niekontrolowany sposób nasze obrazki zmieniały się ... rozmywane wodą. Uwielbiam akwarele za to że  podczas malowania potrafią zaskakiwać właśnie. Nasza zabawa dodatkowo dała tym farbom pole do popisu - mogły pływać, rozmywać się po kartce...a na końcu jeszcze zmieszać kolory by po wyschnięciu powstało coś czego zupełnie nie planowałyśmy. I o to właśnie chodziło!:). Po całej operacji pozostały nam miski pełne wielobarwnej mikstury, która posłużyła do maczania rąk, pędzelków i ludków:)
A wyszło to tak:
Sama farba akwarelowa wpuszczona do wody tonie (w przeciwieństwie do tej z techniki Ebru która pływa po powierzchni dzięki substancji zagęszczającej)
Położyłyśmy więc na wodzie papier akwarelowy, który jest sztywny, gruby (nie tonie) i ma fakturę pochłaniającą akwarelę...

Ciapałyśmy, mazałyśmy, eksperymentowałyśmy...







... by po wyjęciu z wody zobaczyć zaskakujący magiczny efekt rozmycia...


Fifi jako nadworny maluch miał swoją wersję zabawy - orzeźwiającą miskę do kąpania ludzików i samochodzików:
Na koniec powstała mini galeria akwarelkowych abstrakcji...




...którą po wyschnięciu zawiesiłyśmy na ściennej wystawie:



Do magicznej orzeźwiającej sztuczki potrzebne nam były:
pocięte kawałki akwarelowego papieru, farby akwarelowe, cienkie pędzelki, miski + woda, chęci twórczego działania i nastawienie na zaskoczenie...z końcowego efektu ;))
A tak 'ku pamięci'; było 1,5 roku temu na święcie wody (ubiór na cebulkę zmrozi każdego zapewne kto już zdążył ponarzekać na doskwierające upały ;)

Polecamy tą akwarelową zabawę - jako kreatywne wypełnienie czasu w upalne dni ... Sztuczka to orzeźwiająca bo wymaga kontaktu z wodą, a magiczna i zaskakująca gdyż nigdy nie wiemy co nam ostatecznie woda i farby wyczarują :) Po zakończonej zabawie możemy pobawić się wspólnie w interpretację tego co widzimy na obrazkach ... a w abstrakcjach tkwi nie tylko zagadka ale i magia - każdy bowiem dostrzec może coś zupełnie innego ... i za każdym razem innego :).

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Kreatywne poczytajki - Dziwne zwierzęta

Tytuł nas zaciekawił. Tematyka trafiająca w pulę zainteresowań, Kinia bowiem od dawna wielbi wszystko co zwierząt się tyczy. Objawia się to m.in. oglądaniem programów przyrodniczych, czytaniem encyklopedii o zwierzętach, pragnieniem by w przyszłości zostać weterynarzem, a nawet ... uwielbieniem do ubrań w 'zwierzęce wzory' (i choć getry 'w lamparta' źle mi się jakoś kojarzą to w imię nauki i pielęgnowania pasji mojego dziecka nie mogę Jej odmówić zakupu takowych i noszenia z dumą wielką ;) 
Ostatnio nawet Kinia ostro skrytykowała autora jednej z książeczek Fifi (taką co to uczy najmłodszych rozróżniana kolorów) ... że nie powinien wprowadzać dzieci w błąd. Zadał bowiem zagadkę która z żab (niebieska czy zielona) ma taki kolor w naturze (tzw. niepotrzebne skreślić brzmiało zadanie) ? Okazało się że jedna i druga w naturze występuje ... (wiedza encyklopedyczna się przydała;).
Jednak nie tylko tytuł uwagę moją przykuł :). Na okładce cudna grafika, a oprawa ... taką obecnie rzadko można spotkać. Twarda okładka, grzbiet materiałowy (a tytuł na nim wyzłocony), strona tytułowa zadrukowana z wybłyszczeniem na matowym tle (hmmm... gdybym miała męża pod ręką nazwałby to jakoś fachowo ;). Dla mnie to wszystko ma znaczenie ... gdy biorę książkę do ręki. Wewnątrz kartki jakby poszarzałe - wszystko razem w pięknie starym stylu. . Ta książeczka ma 'to coś' jeszcze zanim się ją otworzy. To taka wstępna zachęta dla koneserów ;))


Co najistotniejsze jednak - sama treść. Treść która przeszła moje oczekiwania i bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła (Kinię także bo uśmiałyśmy się obie czytając :). Rzecz w tym że zwierzęta (mrówkojad i orzesznica) wpadły na pomysł zorganizowania konkursu na najdziwniejsze zwierzę. Kto jest dziwny, a kto dziwniejszy? Kto okaże się najdziwniejszy? Czy dziwność jest fajna czy nie ma czym się chwalić? Przezabawne dialogi i opisy sytuacji wciągnęły nas w dyskusję na temat inności, różnic i rywalizacji. Analogia do konkursu organizowanego w 'sieci' rozłożyła mnie na łopatki :)) Kto wygrał ? I jaki morał wynika z tej cudnej opowieści? Nic więcej nie napiszę ... Warto samemu przeczytać, a przede wszystkim - swojemu dziecku. Ta książeczka pobudza ciekawość i inicjuje dyskusje. W opowieść wplecione są ciekawostki dotyczące rozmaitych zwierząt - gratka dla ciekawskich ;). Opowieść łatwo można odnieść do ludzkich dylematów i kompleksów. Na jej podstawie możemy tłumaczyć pociechom że pięknie się różnimy i te różnice są tak bardzo potrzebne ... bo dzięki nim nudy nie ma:).
U nas po i w czasie lektury poszły w ruch figurki zwierząt, karty memo z ciekawymi ilustracjami... Postarałyśmy się też stworzyć portret głównych bohaterów książeczki - mrówkojada i orzesznicy. Technika nazwana przez nas ... inną.
A właśnie właśnie ... - czy inna tzn. dziwna? Czy raczej ciekawa i oryginalna? My wolimy tą drugą wersję ;))









Podsumowując - Rewelacyjna to lektura dla wszystkich lubiących książeczki z humorem i mądrym morałem oraz tych za książkami nie przepadających. To jedna z tych pozycji bowiem, która każdego rozbawi, zachęci i rozkocha w rodzinnym wspólnym czytaniu :).
Dziwne zwierzęta
Wydawnictwo Zakamarki
Tekst: Lotta Olsson
Ilustracje: Maria Nilsson Thore
Oprawa twarda
Format 15 x 21,5 cm
Stron 108
Wiek 6+
Książeczka do kupienia tutaj


wtorek, 3 czerwca 2014

Taki wyjątkowy spokój . . .

bije tu z każdego kąta. Uderzający to kontrast dla zatłoczonego, dusznego i oblanego przesytem miasta. Zwłaszcza w wietrzną i słoneczną pogodę mamy szansę, tam będąc, zasłuchać się w szumiącej lesistej muzyce. Wyjątkowy Dzień Dziecka spędziliśmy właśnie na działce. Jako alternatywę dla zgiełku jarmarcznych atrakcji wybraliśmy naturalną przestrzeń i swobodę. Wbrew obawom nudy nie było, wręcz przeciwnie:) Fifi dorósł już do wieku że ciekawi go każdy szczególik otoczenia - zwłaszcza takiego w jakim nie przebywa na co dzień. W oczach dziecka można było bez przeszkód odczytać zachwyt i zdziwienie że przestrzeń potrafi być tak wielka i urozmaicona. Dla buszującego w wysokich trawach ... każdy kamień, kwiatek i owad to atrakcja ogromna. Kinia za to znając otoczenie jak własną kieszeń niemalże, postawiła na gry ruchowe. Możliwe są do wyboru: piruety ponad trawiastą równiną, ganianie latających talerzy (wciąż i wciąż...), kopanie piłki, bieganie (tak po prostu), huśtanie, jazda na rowerze, grzebanie i babranie się w górce piachu, wpadanie rodzicom w ramiona ;)) Jednym słowem zabawa była taaaaka dobra że chętnie ją powtórzymy. Jarmarki, stragany, dmuchane zamki - strzeżcie się ! Nadchodzi era naturalności i trend eko - zabawy ;))
















Zdjęcia - Kingusiowy i Filipowy Dziadek (z wyjątkiem 8 ostatnich które to są efektem maminych fotograficznych wariacji ;)).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...